niedziela, 22 kwietnia 2012

Dwie Polski - dwie historie

Przysłuchując się dyskusjom polityków i publicystów w mediach, a zwłaszcza kłótniom pomiędzy PiS-em a PO czy Lechem Wałęsą i jego aktualnymi przeciwnikami z Wolnych Związków Zawodowych natychmiast przypomina się spór jaki o genezę odzyskania niepodległości toczył obóz Józefa Piłsudskiego z obozem narodowym.I tam i tu adwersarze zarzucali sobie zdradę i hańbę narodową, wysługiwanie się obcym mocarstwom, działania agenturalne czy antypaństwowe.Kampania nienawiści uruchomiono przeciwko Józefowi Piłsudskiemu w lecie 1920 r. czy pierwszemu prezydentowi Polski Gabrielowi Narutowiczowi do złudzenia przypominają kampanie nienawiści kierowane przeciwko Lechowi Wałęsie,Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Lechowi Kaczyńskiemu czy Bronisławowi Komorowskiemu, i mimo że każdy z nich popełnił mnóstwo błędów i krytyka była w pełni uzasadniona nie zmienia to faktu,że dokonywała się i dokonuje za sprawą tych fal inwektyw systematyczna erozja fundamentów państwa polskiego.Nie wiem w jaki sposób zmienić politykę na wolną od bredni,kalumnii czy fałszywych oskarżeń.Na pewno nie rozwiążą tego zakazy prawne czy ściganie z urzędu. Zalety polityki historycznej są politycznie na tyle duże, że politycy będą zawsze po nią sięgali dla bieżących korzyści, mam tylko nadzieję ,że kiedyś przyznają rację Karolowi Marksowi, że historia lubi się powtarzać ale wyłącznie jako farsa
( Karykatura Zdzisława Czermańskiego przedstawiająca Piłsudskiego jako Żyda popijającego z Niemcami i Sowietami)

środa, 15 lutego 2012

Zagadkowa linia Lorda Curzona

Próżno by szukać w najnowszej historii terminu tak znanego a jednocześnie tak bałamutnie interpretowanego jak linia Curzona. Kojarzona powszechnie z wschodnią granicą Polski narzuconą pod koniec II wojny światowej zgodną wolą Stalina, Roosevelta i Churchilla urosła do symbolu zniewolenia i dyktatu mocarstw a niekiedy nawet określana jest jako granica kolejnego rozbioru Rzeczypospolitej. Jednak próba ustalenia jej genezy, jak i wyjaśnienie samego terminu natrafia na nieoczekiwane trudności. Właściwie do dnia dzisiejszego nie ustalono w sposób nie budzący wątpliwości jak właściwie przebiegała ta propozycja graniczna, dlaczego nieustannie mówi się o dwóch jej wariantach i czy Curzon w ogóle miał z nią cokolwiek wspólnego. Czyżby więc linia Curzona była jednym z wielu XX-wiecznych mitów oblepionych taką masą absurdalnych opinii i interpretacji, że trudno nam ustalić najprostsze fakty. Światowa popularność terminu- linia Curzona rozpoczyna się po zakończeniu konferencji w Teheranie i przekroczeniu w styczniu 1944 r. przez armię radziecką wschodniej granicy II Rzeczypospolitej z lat 1921-1939 r. Od Waszyngtonu przez Londyn po Moskwę zaczęto rozpisywać się o przyszłej wschodniej granicy Polski wzdłuż linii Curzona. Pisano w większości pod dyktando politycznych mocodawców, czasami, jak polscy autorzy, z pobudek patriotycznych, bardzo rzadko z naukowej inspiracji. W tej masie często bezwartościowych, propagandowych publikacji przebijały się dwa główne nurty: o prawie narodu polskiego do stanowienia własnych granic oraz uzasadniający narzucenie Polakom granicy z paktu Ribbentrop- Mołotow z 1939 r., ubierając to przy tym w zgrabne teorie etnograficznego rozgraniczenia i poszanowania praw dla słowiańskich mniejszości. Nie trudno się domyślić, że Stalin zatrudnił cały sztab rządowych radzieckich historyków, którzy mieli uzasadnić tezę, że linia Curzona była propozycją mocarstw zachodnich powstałą w latach 1919-1920 r. a strona radziecka tylko ją zaakceptowała na konferencji teherańskiej i jałtańskiej jako rozwiązanie optymalne. Gdzie więc kończy się polityczna intryga Stalina wsparta dwuznaczną grą aliantów a zaczyna prawda historyczna. Jak oddzielić historyczne prowokacje od bezspornych faktów. Aby rozstrzygnąć te dylematy musimy się przenieść do Paryża roku 1919, gdzie toczyły się obrady konferencji pokojowej między Wielką Brytanią, Francją, Stanami Zjednoczonymi i Japonią z jednej strony a pokonanymi Niemcami i ich sojusznikami z drugiej. W trakcie obrad powołano specjalną Komisję do Spraw Polskich na czele której stanął Jules Cambon. Komisja w toku swoich eksperckich prac opublikowała szereg raportów spośród których dla naszych ustaleń kapitalne znaczenie ma Raport nr 2 z 22 kwietnia 1919 r. o wschodniej granicy Polski. Wyznaczał on tzw. minimalną tymczasową granicę na zachód od której polska mogła swobodnie tworzyć swoją administrację. Propozycja ta nie powinna nas dziwić, gdyż granica ta była de facto dawną wschodnią granicą Królestwa Polskiego z 1815 r. znaną doskonale zarówno dyplomacji brytyjskiej jak francuskiej. W momencie braku rozstrzygnięcia na froncie wojny domowej w Rosji mocarstwa Ententa opowiadały się po stronie „białej” Rosji generałów Kołczaka i Denikina ci zaś godzili się co najwyżej na przyznanie Polsce ziem byłego Królestwa Kongresowego z początków XIX w. Proponowany bieg granicy wschodniej Polski z raportu kwietniowego nie obejmował wszakże rozgraniczenia w Galicji Wschodniej, gdzie toczyła się wojna polsko-ukraińska. Propozycja ta w nieco zmodyfikowanej wersji ( Chełmszczyzna po polskiej stronie) została przyjęta przez mocarstwa sprzymierzone i opublikowana 8 grudnia 1919 r. jako tymczasowa wschodnia granica Polski. I ta wersja swój bieg kończyła w rejonie tzw. kordonu Sokalskiego czyli zbiegu dawnych granic zaborów rosyjskiego i austriackiego. Mocarstwa miały w dalszym ciągu szereg wątpliwości w kwestii przyznania Polsce Galicji Wschodniej ze Lwowem, nie były również zgodne co do zakresu koncesji na rzecz Polski. Wyrazem tych różnic był Raport nr 3 Komisji Cambona z 17 czerwca 1919 r., który wytyczał dwie linie rozgraniczenia wschodniej granicy Polski na obszarze wschodniogalicyjskim tzw. linie A i B, gdzie linia A, za którą optowali Brytyjczycy biegła praktycznie zgodnie z przebiegiem dzisiejszej granicy wschodniej od Kryłowa do Karpat, gdy zbieżna ze stanowiskiem francuskim linia B zostawiała po stronie polskiej Lwów i znaczną część naftowego zagłębia borysławskiego. Warto zapamiętać te dwie propozycje. Niestety w wielu publikacjach, także skąd inąd wybitnych historyków utożsamia się błędnie linię Curzona z linia z 8 grudnia 1919 r. Poza pewnymi zbieżnościami geograficznymi obie propozycje nie mają ze sobą nic wspólnego, a już z cała pewnością nic wspólnego z linią 8 grudnia nie ma lord George Nathaniel Curzon, ówczesny brytyjski minister spraw zagranicznych. Pod propozycją grudniową widnieje bowiem podpis Georgesa Clemenceau, francuskiego premiera, przewodniczącego alianckiej Rady Najwyższej a Curzona nie była nawet w Paryżu w dniu jej podpisywania Wszystkie te propozycje stałyby się tylko wdzięcznym owocem analiz historyków gdyby nie zmienne losy wojny polsko-radzieckiej 1920 r., w trakcie której po początkowych sukcesach polskich na Ukrainie i Białorusi nadszedł moment odwrotu wojsk polskich. W lipcu 1920 r. specjalnie powołana przez Sejm Ustawodawczy Rada Obrony Państwa (ROP) postanawia zwrócić się o pomoc do mocarstw zachodnich. ROP upoważnia ówczesnego premiera Władysława Grabskiego do podjęcia tej misji, a ten korzystając z faktu rozpoczęcia w belgijskim uzdrowisku Spa międzysojuszniczej konferencji wyjeżdża niezwłocznie do Belgii. Po kilkudniowych negocjacjach Grabski podpisuje 10 lipca 1920 r. z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Lloydem George´m układ, zgodnie z którym rząd polski zgadzał się podpisać natychmiastowe zawieszenie broni z bolszewikami na następujących warunkach: armia polska miała cofnąć się do linii z 8 grudnia 1919 r., jako tymczasowej granicy administracyjnej Polski. Armia radziecka miała zatrzymać się 50 km na wschód od tej linii. Wilno miało być przekazane Litwinom, a w Galicji Polskiej, gdzie linia z 8 grudnia nie miała przebiegu strony konfliktu miały stanąć na linii osiągniętej w dniu zawieszenia broni, tworząc szeroki na 20 km pas neutralny. W momencie podpisywania układu, choć pewnie lepiej byłoby powiedzieć dyktatu ze Spa, wojska polskie znajdowały się znacznie na wschód od tej linii a na odcinku wschodniogalicyjskim front przebiegał wzdłuż rzeki Zbrucz, kilkaset kilometrów na wschód od Lwowa. Trudno się dziwić, że układ ze Spa został przyjęty w Polsce prawie jak zdrada narodowa, a sam premier gorycz jego parafowania nosił do ostatnich swoich dni. W ślad za układem ze Spa 11 lipca 1920 r. została wysłana do rządu radzieckiego nota z propozycjami pokojowymi w wojnie z Polską. Zaprezentowano w niej warunki rozejmu i zaproponowano brytyjskie pośrednictwo. I tu dochodzimy do kluczowego momentu. Nota bowiem zawierała propozycje linii demarkacyjnej innej niż podpisana i wynegocjowana przez Grabskiego poprzedniego dnia. Dokument wbrew bezspornym faktom sugerował, że linia z 8 grudnia 1919 r. miała swoje przedłużenie na obszarze Galicji Wschodniej, stąd też proponowana stronie radzieckiej linia przebiegać miała od Kryłowa na zachód od Rawy Ruskiej, na wschód od Przemyśla do Karpat. Oznaczało to praktycznie wyłączenie spod zarządu polskiego całego obszaru Galicji Wschodniej ze Lwowem. Było to ewidentne nadużycie, w sposób istotny naruszające ustalenia porozumienia podpisanego przez premiera Grabskiego. Ponieważ nota została podpisana przez Curzona, zawartą w niej propozycję graniczną zaczęto nazywać jego nazwiskiem. Od razu niestety błędnie identyfikując ją z linią z 8 grudnia, na którą dość niefortunnie nota się powoływała. W świetle analizy dokumentów dyplomatycznych nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie skąd w nocie znalazły się takie błędy. Doświadczeni dyplomaci brytyjscy raczej nie pozwoliliby sobie na takie przekłamania. W źródłowej biografii Curzona autorstwa Harolda Nicolsona czytamy, że minister spraw zagranicznych poza złożeniem podpisu nie miał nic wspólnego z redakcją jej treści. Kto zatem miał i dlaczego zmiana została dokonana? Jako pierwszy szczegółową analizę obu dokumentów przeprowadził dopiero w 1944 r. dr Witold Sworakowski na łamach londyńskiego ”Journal of Central European Affairs”. Wnikliwa analiza problemu, świadcząca o erudycyjnej wiedzy autora nie dostarczyła niestety nader bogatych wniosków. Sworakowski uznał, że różnice w obu dokumentach były po prostu wynikiem błędu maszynowego popełnionego w trakcie pośpiesznego przygotowywania noty. Faktycznie nota została wysłana ze Spa a przygotowujący ją nie mieli zbyt wiele czasu ( układ z Grabskim podpisano 10 lipca popołudniu a notę wysłano następnego dnia rano). Zdaniem prof. Marii Nowak-Kiełbikowej, autorki źródłowej monografii stosunków polsko-brytyjskich inspiratorem zmian był osobiście premier Lloyd George, który starał się za wszelką cenę stworzyć warunki jak najkorzystniejszej propozycji dla Moskwy wbrew uzgodnieniom z Polakami. Jej wnioskowanie ma jednak charakter pośredni, gdyż żadne dokumenty dyplomatyczne tego nie potwierdzają. Dla autorki istotne jest, że prawie wszystkie propozycje brytyjskie wschodniej granicy Polski z lat 1919-1920 wykazują niezwykłą zgodność z opisaną w nocie dlatego nie powinna nas dziwić taka mistyfikacja. Wielka Brytania jej zdaniem konsekwentnie optowała za uznaniem zasad etnograficznych na wschodzie Europy, z jednej strony schlebiając postulatom „białej” Rosji, z drugiej poszukując trwałego rozwiązania w sporze polsko-ukraińskim o Galicję Wschodnią. Z kolei Tytus Komarnicki w swej pracy „Piłsudski a polityka wielkich mocarstw zachodnich” (Londyn 1952) pisze, że nie można wykluczyć złej woli ze strony kogoś z otoczenia premiera Lloyd George´a, kto prawdopodobnie nadużył zaufania Curzona. Podobnie formułuje hipotezy Norman Davis w swojej monografii wojny polsko-radzieckiej wydanej w Londynie w 1972 r. Jego zdaniem na fałszerstwo zgodził się Lloyd George a za przygotowanie merytoryczne propozycji linii granicznej miał odpowiadać Lewis Namier, brytyjski historyk, członek delegacji w Spa, znawca, także z racji galicyjskiego pochodzenia, stosunków etnicznych na tym obszarze. Wielu autorów ( zwłaszcza Tadeusz Piszczkowski) właśnie w Namierze, Angliku, żydowskiego pochodzenia widziała głównego winowajcę brytyjskiego oszustwa. Stąd już niestety krok do popadnięcia w teorie spiskowe. Być może wnikliwa kwerenda brytyjskich dokumentów dyplomatycznych, oraz osobistych papierów Lloyda Georga, Curzona czy Namiera pozwolą na rozwikłanie tej niezwykłej tajemnicy. Zupełnie zdumiewające jest, że strona polska nie złożyła żadnego oficjalnego protestu po upublicznieniu treści noty (debata w Izbie Gmin 14 lipca , „The Times” z 15 lipca 1920 r.). Mało tego dzień po publikacji noty Curzona premier Grabski zorganizował konferencję prasową, na której przekonywał, że nie było żadnych rozbieżności między układem przez niego podpisanym a notą angielskiego ministra. Dementowanie pogłosek o różnicach miało miejsce wielokrotnie wobec przedstawicieli prasy, którzy jako pierwsi zauważyli poważne różnice w obu dokumentach ( np. „Czas”, „Kurier Poranny”, „Kurier Polski”).Temat przestał być aktualny z chwilą gdy strona bolszewicka odrzuciła 17 lipca 1920 r. brytyjskie pośrednictwo, a ofensywa sierpniowa odrzuciła armie radzieckie spod Warszawy. Nota brytyjska z linią Curzona trafiła do archiwów. I pewnie by nigdy nie zrobiła tak spektakularnej kariery gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 r. dzielący Polskę jak niegdyś zaborcy z końca XVIII w. Od tego momentu Stalin poszukiwał historycznego i politycznego usprawiedliwienia swoich działań, zwłaszcza gdy po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej 22 czerwca 1941 r. nie mógł oficjalnie powoływać się na treść paktu. Brytyjskie pośrednictwo wraz z oszukańczą linią spadało Stalinowi jak manna z nieba. Oto za sprawą angielskich dyplomatów uzyskiwał dodatkowe argumenty za cofnięciem granic wschodnich Polski do linii Bugu ,czyli powrotu do 1815 r i tym razem bez Galicji Wschodniej. Sam błąd zawarty w nocie ułatwił stronie radzieckiej negocjacje w Teheranie i Jałcie i przesądził o odłączeniu od Polski Lwowa. Kolejny raz pośrednictwo zachodnich dyplomacji Moskwa wykorzystała jako argument przeciwko polskim planom terytorialnym. I mimo, że brytyjscy i amerykańscy dyplomaci podjęli pewne starania na rzecz przyznania Polsce Lwowa, Stalin konsekwentnie powoływał się na linię Curzona z 11 lipca 1920 r., co przesądziło o wytyczeniu nowej granicy Polski wzdłuż propozycji brytyjskiego ministra spraw zagranicznych. Wszelkie wątpliwości, kłopoty terminologiczne ( linia A i B w Galicji Wschodniej), brak czytelności w prezentowaniu stanowisk przez mocarstwa zachodnie działał na korzyść Moskwy. Nic dziwnego, że przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii musieli się w końcu zgodzić nawet z cynicznym argumentem Stalina, że propozycja brytyjska była przecież korzystniejsza dla Polaków niż granica niemiecko-radziecka z 1939 r.

sobota, 11 lutego 2012

Generał Mróz

Jest bezspornym faktem, że jednym z najlepszych sojuszników Stalina w wojnie z Niemcami był mróz.Co prawda gen.Guderian wybitny strateg wojsk pancernych równie mocno narzekał na jesienne błoto to jednak zima powstrzymała impet nacierających wojsk niemieckich.Czy jednak rzeczywiście decydującą rolę w 1941 r.odegrała na froncie wschodnim aura? Odpowiedzi na to należy szukać w założeniach planowania operacji Barbarossa, której podstawową słabością było rozbicie sił na trzech kierunkach operacyjnych.Tymczasem sztabowcy niemieccy zwracali uwagę Hitlerowi na mankamenty takiego planowania.Szczególnie znamienny był projekt autorstwa nomen omen gen.Ericha Marcksa, który zakładał koncentrację uderzenia na kierunku moskiewskim z pobocznym uderzeniem na Ukrainę.Po zajęciu Moskwy wojska niemieckie miały uderzyć na południe aby połączyć się z Grupą Armii Południe.Ostatecznie Hitler podzielił siły atakujące na trzy grupy co przesądziło o słabości odcinka centralnego.Niezajęcie Moskwy gdzie usytuowane były centra wszystkich bez mała nici sowieckiego scentralizowanego państwa przesądziło o ostatecznej klęsce armii Hitlera na wschodzie.

piątek, 11 listopada 2011

Zapomniany bohater Niepodległej


Historia jest przekorna i nieoczekiwana, dla cierpliwych i wytrwałych zawsze ma coś niezwykłego w zanadrzu.Podczas spotkania autorskiego po wydaniu moich "Tajemnic historii Polski" zadzwonił do mnie mieszkaniec Szczecina z propozycją pilnego spotkania.Zaintrygował go mój esej o Józefie Piłsudskim( publikowany na tym blogu 10.11.2010 r.)a szczególnie fragment następujący:

"...Prawdopodobnie około godz. 11 tego dnia odbyła się jedna z najbardziej tajemniczych rozmów Piłsudskiego z por. armii niemieckiej i członkiem POW Józefem Jęczkowiakiem. Piłsudski ustalił ze swoim rozmówcą rozpoczęcie akcji rozbrajania Niemców przez Polaków służących w armii cesarskiej na godz.14. Jęczkowiak, który miał do dyspozycji 200 Polaków w niemieckich mundurach wykonał zadanie ponad plan. Oblicza się, że około 5000 żołnierzy niemieckich polskiego pochodzenia założyło biało-czerwone opaski. Historiografia niemiecka, zwłaszcza hitlerowska, uznała to za cios w plecy zadany armii niemieckiej na wschodzie"

Rozpoczęta 10.11.1918 r. akcja rozbrajania żołnierzy niemieckich, a szczególnie oficerów spacyfikowała garnizon warszawski ułatwiając realizację planów Piłsudskiemu.Można więc wyrazić opinię,że por Józef Jęczkowiak zapomniany bohater listopadowych dni w Warszawie szczególnie mocno zasłużył się ojczyźnie.

A czego dowiedziałem sie od mojego rozmówcy.Ano tego,że ten sam Józef Jęczkowiak mieszkał od końca lat 50-tych do swojej śmierci w styczniu 1966 r. w Szczecinie.Pracował w szczecińskim oddziale PHZ"Baltona" i przed przejściem na emeryturę był przez kilka lat jej dyrektorem.Pochowano go na komunalnym cmentarzu w Gdyni.I tak wielka historia splotła się z tą naszą lokalną, szczecińską.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

O powstaniu warszawskim inaczej

Irytująca jest lekkosć z jaką cytuje się w sieci te wypowiedzi na tematy historyczne, które narzucają skrajne ,jednostronne i często balamutne opinie co przy ich sieciowej popularnosci poglębia ich upowszechnianie.Gdybym napisal,że Polska miala jedyna szanse na bycie wielką poprzez sojusz ze Związkiem Radzieckim to oczywicie ta glupota bylaby cytowana powszechnie jako dowod na cos albo przeciwko czemus.Podobnie jest z powstaniem warszawskim.Mimo uplywu wielu lat od tamtych wydarzeń mamy ciągly brak wnikliwych analiz opartych na archiwaliach( przede wszystkim niemieckich,swoieckich,brytyjskich i amerykańskich).Prace w rodzaju prof.Normana Davisa czy innych wspolczesnych autorow raczej watpliwosci poglebiaja niz rozwiewają.Poza tym częsć z archiwów ciagle jeszcze jest niedostepna dla historykow ( Wielka Brytania czy Federacja Rosyjska) co tym bardziej sklania do formulowania opinii nader ostrożnych.
Nie kwestionując zatem oczywistego bohaterstwa oddzialow AK oraz znacznej większosci mieszkancow Warszawy musimy sobie zadac kardynalne pytanie czy ta ofiara krwi byla konieczna i czy przyniosla jakies pozytywne nastepstwa.Analiza dostepnych zródel oraz wiedza operacyjna polskiego dowodztwa nie pozwala uznac wybuch powstania za kompletnie nieuzasadniony (jak chca autorzy strony www.powstanie.pl na którą powoluje się Radek Sikorski i Leszek Miller na swoich blogach).Nie miejsce aby rozwijac tu szczegolową analizę( piszę na ten temat dluższy tekst)ale warto podkreslic,że na podjecie decyzji o rozpoczęciu walk decydujacy wplyw mialy wiadomosci o probie zamachu na Hitlera(20 lipca 1944),paniczna ewakuacja przez linie kolejowe warszawskie wojsk niemieckich z prawego brzegu Wisly oraz wezwanie komendanta miasta Fischera o stawieniu sie mlodych warszawiakow do budowy umocnien która interpretowano jaka nowa branke podobna do tej ze stycznia 1863 r. Nie bez znaczenia byla wiedza wywiadowcza Komendy Glownej AK o dzialaniach wojsk swoieckich na podejciach do Warszawy oraz nastroj wyczekiwania graniczacy z mozliwoscia wybuchu spontanicznych dzialan wród oddzialow AK zakonspirowanych w Warszawie.Wedlug mojej wiedzy powstanie jednak wybuchlo w najgorszym momencie, bowiem termin 20-25 lipca oraz druga polowa sierpnia byłyby zdecydowanie lepsze.Zabraklo czasu na umiedzynarodowienie konfliktu i podjecie przez rzad emigracyjny dzialan na rzecz wsparcia powstania przez Wielka Brytanie i USA.
Z kolei oskarżanie dowodcow AK o to ,ze narazili swoich zolnierzy na pewna smierc wydaje sie absurdalne conajmniej z dwoch powodow: brak rzetelnej wiedzy konspiratorow zwlaszcza w sprawach wojskowych oraz co szczegolnie ważne politycznych, rezygnacja z walki w otwartym terenie co byloby misja samobojczą na rzecz walk miejskich( doswiadczenia w rozbrajaniu Niemcow z 1918 r.)Dowodztwo AK w pelni swiadomie unikalo przez`caly okres wojny otwartych walk w obawie o nastepstwa w dzialaniach niemieckich szczegolnie wobec ludnosci cywilnej.Nie mozna tego powiedziec o konspiracji sowieckiej czy jugoslowianskiej co doprowadzilo do eksterminacji ludnosci okupowanych terenow ZSRR czy krajow dawnej Jugoslawii. Powstancy byli co prawda slabo uzbrojeni ale dysproporcje te zmniejszyly sie po zdobyciu magazynow na Stawkach oraz koncentracji w Warszawie uzbrojenia z calego obszaru Generalnej Gubernii.Ofiary wsrod ludnosci cywilnej byly nieuniknione tak jak nieuniknione są ofiary wród ludnosci cywilnej w każdej wojnie,zwlaszca w XX i XXI w.Ich skala może i powinna przerazac ale winę za los ludnosci Warszawy ponosza przede wszystkim ci ktorzy je sprawili a wiec oddzialy niemieckie,pacyfikujace miasto wspierajace oddzialy rosyjskie i ukrainskie w sluzbie niemieckiej oraz bezczynne armie sowieckie, zwlaszcza od wrzesnia 1944 r.W tym kontekscie proba desantu na przyczólku czerniakowskim oddzialow armii gen.Zygmunta Berlinga nie powinna byc traktowana jako stalinowski kaprys wodza lecz jako przyklad determinacji częci polskiej kadry dowódczej 1 Armii Polskiej.
Na powstanie nie wolno patrzec przez pryzmat wspolczesnego konfliktu politycznego PIS- PO,bowem z prawda historyczna nie ma to wiele wspolnego a bohaterscy powstancy staja sie czesto wbrew sobie stronami tego konfliktu.Na koniec refleksja: nie chcialbym przeceniac roli swiadomosci historycznej w odzyskaniu niepodleglosci w 1989 r. ale bez mitu powstania warszawskiego podobnie jak mitu Katynia czy na koniec mitu Solidarnoci wydarzenia lat 1980-1981 oraz 1988-1989 bylyby nie mozliwe.

sobota, 29 stycznia 2011

III wojna

Zaczęło się delikatnie w Tunisie,potem w Egipcie,Jemenie i Syrii a później potoczyło się jak kula śniegowa.Wszędzie obalano wiekowych prezydentów i wprowadzono zrazu nieśmiało reformy demokratyzacyjne.Demokracja jak wiadomo daje przewagę większości więc w krajach arabskich dała islamistom i zwolennikom Bin Ladena.Zjednoczone w nienawiści do chrześcijan i Żydów pierwsze co zrobiono to przepędzono białych znad Zatoki Perskiej i zajęto Izrael robiąc po drodze krwawą jatkę.Zachód wystąpił w obronie Izraela wysadzając desant koło Hajfy i rozpoczynając lata nowych wojen krzyżowych.Chiny i Japonia odcięły się od Zachodu w obawie o swoją przyszłość bez ropy znad Zatoki.w końcu USA postanowiły zrzucić bombę atomową na zatokę.W odwecie terroryści dokonali wielu spektakularnych zamachów.Europa i USA zamknęły granice dla Arabów.Zaczęto masowo produkować samochody na prąd elektryczny.Kilkanaście koncernów energetycznych na świecie ogłosiło bankructwa.Wybuchł światowy konflikt między NATO a światem arabskim.Istambuł gdzie ukształtowała się linia frontu przechodził z rąk do rąk.Żołnierze Gromu wytropili i zabili Bin Ladena a w zemście Islamiści wysadzili w powietrze budynek Sejmu.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Wojna domowa

Zasadnicze pytanie jakie zadaje historyk w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. jest czy mieliśmy do czynienia z wojna domową i czy Polsce rzeczywiście groziła interwencja radziecka.Odpowiedź na drugie pytanie jest paradoksalnie łatwiejsza bowiem z braku wiarygodnych źródeł( za takie nie uważam stenogramu Anoszkina)nie możemy ani zaprzeczyć ani potwierdzić.Pozostają poszlaki i mniej czy więcej zręczne hipotezy.Jest dla mnie natomiast oczywiste,że w obronie bezpieczeństwa swoich linii komunikacyjnych ,które wiodły przez Polskę do NRD ( 20 dywizji radzieckich)Rosjanie poświęciliby każdego polskiego przywódcę.Jaruzelski przy tym zdawał sobie doskonale sprawę z faktu,że jeżeli sam nie wprowadzi jakiegoś rozwiązania siłowego,zostanie odwołany a wówczas Rosjanie zastąpią go bardziej pancernym aparatczykiem lub zdecydują się na własną interwencję jak na Węgrzech i w Czechosłowacji.To zaś pociągnie za sobą poważne implikacje międzynarodowe bojkot ZSRR,zatrzymanie eksportu zboża do Moskwy oraz co najważniejsze wybuch powstania antysowieckiego i ogromne ofiary, przy których ofiary stanu wojennego zdają się być mikroskopijne.W tym sensie stan wojenny jest wojna domową ze wszelkimi jej konsekwencjami,zapiekłością,bezwzględnością, brakiem szacunku dla stron ,zanikiem pola dialogu i koncyliacji.I jak zawsze po jej zakończeniu wykopano rowy nie do pokonania.Stąd trzydzieści lat po wojnie polsko-jaruzelskiej są oceny namiętne, emocjonalne i tendencyjne.Dalej dialogu nie ma a strony momentami rowy nie tylko meliorują ale i powiększają