
Odsłona 3
Odsiecz wiedeńska 1683 r.
XVII wieku był przepojony wojną. W ciągu stu lat nie było roku aby nie wojowano. Walczyli prawie wszyscy. W wojnach lokalnych, koalicyjnych i domowych. Był jednak jeden wspólny wróg prawie dla całej ówczesnej Europy –Imperium Tureckie. Odmienna religia, obyczaje i kultura, agresywność i okrucieństwo na podbijanych ziemiach czyniła z Turków szczególnie niebezpiecznych przeciwników dla chrześcijańskich monarchii. Centralistyczna i nowoczesna organizacja państwa oraz znaczny potencjał demograficzny i nieprzebrane bogactwa przydawały temu zagrożeniu wprost śmiertelne oblicze. W decydującym dla naszego kontynentu momencie pojawił się zwalisty magnat i hetman, od 1674 r. elekcyjny król Polski –Jan III Sobieski. Stanął na czele odsieczy, dla obleganego przez Turków Wiednia i 12 września 1683 r. rozgromił potężna armię turecką wielkiego wezyra Kara Mustafy. To wspaniałe zwycięstwo, jedno z największych w dziejach oręża polskiego, nie miało jednak szczęścia do rzetelnego opisu. Manipulowano danymi i to zarówno strona polska jak i austriacka czy niemiecka. Króla polskiego w jednych opracowaniach wynoszono na piedestał, w innych jego rolę pomniejszano, zarzucając mu przy tym nie wywiązanie się z umów sojuszniczych czy brak nadzoru nad podległymi wojskami.
Ekspansja niewielkiego plemienia z tureckiej Anatolii na czele którego stała dynastia Osmanów odbywała się początkowo niepostrzeżenie dla europejskiej opinii publicznej. Dopiero wdarcie się na teren dzisiejszych Bałkanów, a zwłaszcza zdobycie Konstantynopola w 1453 r. uświadomiło władcom europejskim powagę tureckiego niebezpieczeństwa. W 1526 r. podjęto kolejną próbę powstrzymania ekspansjonizmu tureckiego na kontynencie. Niestety w przegranej pod Mohaczem bitwie pogrzebano za sprawą śmierci Ludwika II Jagiellończyka nie tylko plany dynastyczne Jagiellonów ale także szansę na wyrzucenie Turków z Węgier i Siedmiogrodu. Te spektakularne sukcesy Imperium Osmańskie zawdzięczało nieprzeciętnym talentom wojskowym swoich władców. Przy tym każdy kolejny sułtan w zgodzie z prawem dynastycznym musiał zgładzić wszystkich swoich braci aby żadna z rywalizujących na dworze koterii nie mogła się odwołać do pochodzenia z rodu Osmana. To okrutne prawo wywarło korzystny wpływ na zapewnienie wewnętrznego ładu i skoncentrowanie się na zewnętrznych podbojach. Gdy Turcy przysposabiali swoje państwo do kolejnych agresywnych działań władcy chrześcijańskiej Europy toczyli permanentne spory o trony czy dominację między dynastiami. Monarchia absolutystyczna narodziła się w Turcji i to sto lat przed królem Francji Ludwikiem XIV.
W XVII w. ta przewaga nie była już tak znaczna, a zmiany jakie dokonywały się w Europie zwłaszcza po wojnie trzydziestoletniej różnice te niwelowały. Wzrost znaczenia władców, powstanie stałych zawodowych armii, rozwój administracji centralnej czyniły zwłaszcza z monarchii habsburskiej trudnego przeciwnika dla Turcji. Sytuacja Austrii nie była jednak na tyle dobra aby Wiedeń nie musiał skorzystać z inicjatywy papieża Innocentego XI doprowadzenia do przymierza z Polską, uwikłaną równie silnie w konflikt z Turcją.
Sytuacja Rzeczypospolitej w XVII była dramatyczna. Nieustanne wojny z Rosją , kilkuletnia szwedzka okupacja czy krwawa wojna domowa na Ukrainie wyniszczyły kraj (liczba ludności spadła wówczas o 1/3). Żeby jeszcze było mało nieszczęść w 1672 r. spadła na Polskę nawała turecka. Padł Kamieniec Podolski symbol oporu polskiego na Podolu. W „haniebnym” traktacie w Buczaczu oddano Turkom większą część Ukrainy. Pomimo zwycięstwa chocimskiego w 1673 r. nie udało się przywrócić polskiego stanu posiadania na Podolu. Natomiast w trakcie tej wojny ujawnił się w całej pełni niezwykły talent wojskowy hetmana wielkiego koronnego, a od 1674 króla Polski Jana III Sobieskiego. Niezwykła to postać zważywszy na profesję wojskowego. W 1646 r. ukończył studia na wydziale filozoficznym Akademii Krakowskiej. W trakcie studiów poznał znakomicie łacinę, opanował również tak cenną dla polityków sztukę retoryki, zdobył solidne podstawy wiedzy historycznej. Obok łaciny mówił Sobieski dobrze po niemiecku i francusku, znał także podstawy tureckiego i greki. Po studiach ponad dwa lata przebywał na zachodzie Europy, gdzie poznawał organizację i obronność Rzeszy, Niderlandów, Francji i Anglii. Po powrocie jako rotmistrz stanął na czele chorągwi (zaciągniętej z własnych środków) i wziął udział w obronie Zamościa w trakcie powstania Chmielnickiego. Zaczęła się wspaniała kariera wojskowa Sobieskiego.
Po objęciu tronu Jan III Sobieski stał początkowo na czele stronnictwa profrancuskiego licząc na pokój z Turcją i doprowadzenie, w sojuszu z Burbonami, do zdobycie Prus Książęcych, oraz Śląska. Uwikłany w konflikt austriacko-francuski, będący osią rywalizacji w Europie, szukał Sobieski pretekstu do zmiany orientacji w polskiej polityce zagranicznej. Do konfrontacji doszło na Sejmie Walnym w Grodnie w 1679 r. gdzie król porzucił kompletnie nieefektywny sojusz z Francją i przeszedł do obozu proaustriackiego. Podjęte tam działania miały na celu także wzmocnienie wewnętrznej pozycji króla, który nieustannie borykał się z silną opozycją. Otwarcie mówiono o kolejnej elekcji na co wpływ miało także pogarszający się stan zdrowia monarchy, zwłaszcza nasilająca się epilepsja. Odzywały się skutki wieloletnich kampanii wojennych, zwłaszcza ciężkiej rany głowy odniesionej pod Beresteczkiem. Sobieski miał już 50 lat, z czego wojował od 25 roku życia.
Czy faktycznie zmiana polityki zagranicznej w 1679 r., która przyniosła w konsekwencji wiktorię wiedeńską była nieuchronna i czy z punktu widzenia polskich interesów była słusznym rozwiązaniem. Przeciwstawienie się najazdowi tureckiemu nie budzi żadnych wątpliwości ale czy wyczerpano wszelkie możliwości stworzenia trwałego pokoju z Portą Otomańską. Analiza dokumentów dyplomatycznych pokazuje, że zarówno pokój jak i wojna z Turcja były bardzo realne. Sygnały, co prawda niezbyt silne , ze strony Turcji zdają się potwierdzać opinię, że za przejściowe oddanie Kamieńca i części Podola możliwy był w miarę trwały sojusz polsko-turecki skierowany przeciw Moskwie. Rezydent polski w stolicy Turcji Samuel Proski napisał w jednym z raportów „…Niechże Duch Święty rządzi sercem Jego Królewskiej Mości, aby obrać musiał, czy z Moskwą wytargować ablata ( tu: ziemie zabrane) u Porty, czy z Portą u Moskwy”. Faktycznie król miał poważny dylemat i jak zwykle to bywa o ostatecznym wyborze ( ale czy najlepszym?) zadecydowały drobiazgi. Z jednej strony dyskredytacja polityki francuskiej przez sprytnego austriackiego ambasadora w Warszawie Hansa Christopha Zierowskyego, z drugiej obraza żony króla Marysieńki Sobieskiej przez Ludwika XIV za sprawą odrzucenia jej starań o nadanie ojcu królowej, markizowi d´Arguien, stosownych godności we Francji
Zmienioną sytuację natychmiast wykorzystał cesarz austriacki Leopold I wysyłając misję dyplomatyczną do Warszawy. Narady prowadzono w trakcie obrad Sejmu w lutym i marcu 1683 r., gdyż król Jan nie posiadał odpowiednich pełnomocnictw do podpisywania umów z obcymi państwami. Traktat podpisano 31 marca 1683 r. a Sejm z niejakim oporem go ratyfikował 16 kwietnia. Zgodnie z zapisami traktatu obie strony miały wesprzeć kraj napadnięty przez Turków jedynie w przypadku oblężenia stolicy jednego z państw. Dla wszystkich było już oczywiste, że Turcy, maszerujący z Adrianopola, prą na Wiedeń. Polacy zgodnie z traktatem mieli wystawić 40 tysięcy, tymczasem Sobieski pociągnął pod Wiedeń na czele armii o połowę mniejszej. Czyżby więc strona polska nie wypełniła warunków traktatu? I tak i nie. Tak- bowiem cały wysiłek mobilizacyjny przewyższył traktatową liczbę 40 tys. , nie- bowiem król część wojsk pozostawił w kraju a Litwini w ogóle pod Wiedeń nie dotarli. Ustalenie rzeczywistej liczby wojsk polskich pod Wiedniem nastręcza zresztą nie mało problemów. Wystarczy w tym miejscy odwołać się do badań prof. Jana Wimmera, który kilkakrotnie weryfikował własne ustalenia. W tym sensie za najbardziej wiarygodną uznałbym pracę amerykańskiego historyka Thomasa M. Barkera, który podał liczebność 18.000 Polaków jako najbardziej prawdopodobną. Dla poprawności metodologicznej podajmy, że historyce austriaccy zaniżają udział Polaków do 13.000-14.000 , natomiast Wimmer podaje liczbę 20.950 żołnierzy, z czego połowę miała stanowić jazda.
Przebieg bitwy jest powszechnie znany, warto natomiast przytoczyć garść mniej znanych i kontrowersyjnych szczegółów. W dokumentach austriackich poprzedzających bitwę wiedeńską panuje przekonanie, że pomoc Polaków, jeżeli nadejdzie , to na pewno nie prędko. Tymczasem Turcy rozpoczęli oblężenie Wiednia 14 lipca 1683 r. a król Jan wyruszył z Wilanowa zaledwie 4 dni później 18 lipca . Gdy Jan III Sobieski maszerował na Wiedeń, cesarz Leopold salwował się ucieczką do Passau, ponad 200 km na zachód od Wiednia, nic więc dziwnego, że wojskami cesarskimi musiał dowodzić książę Karol Lotaryński. Spornym problemem była od początku kwestia dowodzenia wojsk odsieczowych, bowiem obok polskich i austriackich były jeszcze wojska Rzeszy ( Sasi, Bawarczycy i Frankończycy). Dowodzenie zrazu zapewnił sobie Sobieski, bowiem w umowie sojuszniczej zapisano ,że naczelnym wodzem zostanie król będący na polu bitwy. Ponieważ cesarz Leopold nie był żołnierzem oczywistym było, że zarówno dowódca Austriaków książę Lotaryński, jak i Niemców książę Georg Fridrich von Waldeck musieli podporządkować się Sobieskiemu. Gdyby jednak Leopold pojawił się na polu bitwy jemu przypadł by zaszczyt dowodzenia wojskami koalicji. Cesarz wyruszył zatem z Passau do Wiednia ale po spotkaniu z nuncjuszem apostolskim Francesco Buonovisim w Linzu zawrócił. Dla stolicy apostolskiej znacznie ważniejsze było doświadczenie wojskowe Sobieskiego niż ambicjonalne fochy cesarza. Nuncjusz najnormalniej w świecie zaszantażował Leopolda I oświadczając mu, że jak król Polski nie będzie wodzem naczelnym wycofa się do kraju. Strach przed samotną walką z Turkami okazał się silniejszy i 3 września cesarz potwierdził na piśmie, że komenda należy się królowi polskiemu. Odrębna kwestią był plan bitwy, Sobieski zgodnie z tradycją polskiej sztuki wojennej dążył do rozstrzygnięcia w walnej bitwie nawet kilkudniowej, gdy książę Lotaryński widział frontalny atak pod mury Wiednia celem przerwania oblężenia. W tym celu domagał się objęcia dowództwa lewego skrzydła oddając Polakom prawe. W centrum miały walczyć wojska Rzeszy pod Waldeckiem. Przebieg bitwy potwierdził znaczną zbieżność zamysłów Sobieskiego i Karola Lotaryńskiego. Silny atak piechoty niemieckiej i austriackiej związał wojska Kara Mustafy ułatwiając szarżę husarii. O 16.30 w niedzielę 12 września ruszyła na Turków jedna z największych w dziejach formacja jazdy (20.000 koni) zmiatając z pola bitwy janczarów. Około 18 wielki wezyr Kara Mustafa uciekł z pola bitwy a wraz z nim znaczna część armii tureckiej. Do obozu tureckiego pełnego bogactw wkroczył Sobieski. Straty tureckie zważywszy na rangę zwycięstwa wyniosły ledwie 10 % stanu. Nic dziwnego, że wojna z Turcją trwała jeszcze kilkanaście lat. Pobita choć nie zniszczona armia turecka nie była już jednak w stanie ponownie zagrozić Europie.
Echa wiktorii wiedeńskiej dotarły do najdalszych zakątków Europy. W stolicach państw zapanowała niewyobrażalna euforia. Tylko we Włoszech na cześć zwycięzców napisano kilkaset poematów. Malarze, kronikarze i poeci na wyścigi starali się uwiecznić ten wiekopomny jak mawiano triumf świata chrześcijańskiego nad islamem. Po Turkach w Wiedniu zostały bogate łupy, wśród których były dziwne palone owoce, które zalane wrzątkiem wydzielały wspaniały aromat. Pierwsza kawiarnia, bo o kawie mowa, powstały w Europie właśnie w Wiedniu, otwarta przez Polaka Franciszka Kulczyckiego, jednego z bohaterów oblężenia, który przedostał się do oblężonego Wiednia w przebraniu tureckim i przekazał obrońcom najświeższe informacje o odsieczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz