poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Polacy mają konspirację we krwi"

„Polacy mają konspirację we krwi”- powiedział lord Henry Palmerston, premier Wielkiej Brytanii, na wieść o wybuchu powstania styczniowego. Opinia ta brzmiąca dzisiaj intrygująco, w XIX –wiecznych państwach europejskich, zbuntowanych i walczących o swoją narodową i społeczną podmiotowość nie była czymś niezwykłym. Polacy pozbawieni przez zaborców własnej państwowości podejmowali przez cały XIX w. próby jej odzyskania. Dla zachodnioeuropejskiej opinii publicznej, żywo dopingującej narodom walczącym o niepodległość, działania te spotykały się z powszechnym uznaniem i szacunkiem, a bohaterowie tych wydarzeń cieszyli się mirem zarezerwowanym dla narodowych bohaterów. Fale emigracji polskiej po wojnach napoleońskich, powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów natrafiały na przychylny grunt w Londynie i Paryżu, pozwalając na kontynuację działań niepodległościowych. Ta niecodzienna akceptacja społeczeństw zachodnich dla polskich dążeń narodowych swoje apogeum przybrała bezpośrednio po zakończeniu wojny krymskiej (1853-1856), gdy we Francji i Wielkiej Brytanii negatywna opinia o Rosji, jako kraju agresywnym, antydemokratycznym a przy tym ciemiężycielu narodów podbitych osiągnęła apogeum. Klęska Rosji w wojnie krymskiej oraz nieprzejednana krytyka europejskiej opinii publicznej zmusiła cara do zrewidowania dotychczasowego porządku w Królestwie Polskim i wprowadzenia wielu zmian przywracających utracone po powstaniu listopadowym uprawnienia autonomiczne. Skala tych zmian nie była wielka, ale wystarczyła do ponownego ożywienia polskich działań politycznych, zarówno tych uznających Rosję za hegemona, jak i tych konspiracyjnych przygotowujących naród do kolejnego zrywu niepodległościowego. Polacy ponownie w swoich dziejach stanęli przed dylematem: „Bić się czy nie bić?” W swoim znakomitym eseju pod takim właśnie tytułem Tomasz Łubieński pisał:” Można powiedzieć o polskich powstaniach, o powstaniu styczniowym najwyraźniej, że nie miały szans politycznych, ale skoro sprawa polska w ogóle szans nie miała, jedynym działaniem politycznym, właściwie próbą zwrócenia na siebie uwagi świata były powstania właśnie. Wyzwania takie nakładały się na swoistą walkę pokoleń- zbuntowanych „młodych” konspiratorów z obozem zachowawczym „starych” na czele z hrabią Aleksandrem Wielopolskim, od czerwca 1862 r. naczelnikiem rządu cywilnego Królestwa Polskiego. Dosadnie określił to Stanisław Stomma pisząc, że powstanie styczniowe wywołały dzieci. Dlatego krytykuje decyzję wywołania powstania, zwłaszcza, że podjęła ją mało reprezentatywna-jego zdaniem- grupka konspiratorów. Należy zgodzić się z opiniami, które osądzają krytycznie rozpoczęcie walki w styczniu 1863 r. wbrew logice wyznaczonej dysproporcją sił pomiędzy powstańcami a armią rosyjską. Zarówno przed wybuchem powstania, jak i w trakcie jego trwania nigdy powstańcy nie mieli cienia szansy powodzenia. Ich wysiłek i heroizm był więc z góry skazany na klęskę, a w kontekście następstw powstania wydaje się wręcz szkodliwy dla sprawy narodowej. Czy więc powstanie w ogóle miało sens, czy cena, jaką przyszło Polakom zapłacić po jego zakończeniu nie była niewspółmiernie wielka wobec skali dokonań powstańców? Faktycznie, w aspekcie militarnym powstanie było zgoła marginalnym wobec działań regularnej armii polskiej w wojnie z Rosją lat 1830-1831 czy nawet oddziałów polskich w powstaniu wielkopolskim 1848 r. Powstanie styczniowe to wojna partyzancka bardziej przypominająca XIX-wieczne walki Hiszpanów, Irlandczyków czy Greków. W nocy z 22/23 stycznia 1863 r. do walki przystąpiło, według ustaleń prof. Stefana Kieniewicza, ledwie 7340 powstańców. W szczytowym momencie powstania w szeregach, jak mawiano wówczas „partii” powstańczych nie walczyło więcej niż 25 tysięcy osób. O skali dysproporcji sił niech świadczy tylko fakt, że wojska rosyjskie w styczniu 1863 r. dysponowały 100 tysięczną armią, a dodać należy, że siły rosyjskie systematycznie rosły w trakcie walk, co dawało przewagę jeszcze większa. Zatem skoro przewaga militarna była tak wielka, to jak wytłumaczyć, że walki powstańcze trwały tak długo? Jak to się stało, że nieliczni, słabo wyszkoleni i uzbrojeni w myśliwskie fuzje i kosy powstańcy tak długo wodzili po lasach potężną carska armię? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest tylko pozornie trudna. Nigdy nie zrozumiemy sensu podjęcia walki, jak i przyczyn tak długiego oporu bez omówienia absolutnie unikatowej w dziejach nowożytnej Europy podziemnej struktury, założonej przez Polaków wiele miesięcy przed wybuchem powstania styczniowego i trwającej do ostatnich jego dni - „Tajemnego Państwa Polskiego”. Początków konspiracji należy się doszukiwać bezpośrednio po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. W tym czasie wyodrębniły się dwa zasadnicze nurty polityczne: „białych” skupionych wokół tzw. Dyrekcji Narodowej oraz „czerwonych”, na czele z Organizacją Narodową. Ta pierwsza skupiała głównie ziemiaństwo i część inteligencji, do drugiej garnęły się głównie grupy radykalnej młodzieży robotniczej, studenci i uczniowie szkół średnich. Zrazu jawna działalność stała się po wprowadzeniu stanu wojennego w 1861 r. (skąd my to znamy?) konspiracyjną. 16 czerwca 1862 r. Organizacja Narodowa ogłosiła swój Statut, będący de facto pierwszą konstytucją „Tajemnego Państwa”. Określał on cele i zadania ruchu konspiracyjnego oraz strukturę i zakres kompetencji jego władzy naczelnej- Komitetu Centralnego Narodowego. Oryginał Statutu odnaleziony nie dawno w Lublinie świadczy o podjęciu na wiele miesięcy przed wybuchem powstania działań, zmierzających do stworzenie struktur państwa podziemnego. Komitet Centralny Narodowy, przekształcony w sierpniu 1862 r. w Tymczasowy Rząd Narodowy składał się z pięciu wydziałów ( odpowiedników naszych ministerstw): Interesów m. Warszawy, Interesów Prowincji, Stosunków Zagranicznych, Policji i Skarbu. Rząd konspiracyjny obejmował opiekę nie tylko nad Królestwem Polskim, ale również nad Litwą, Ukrainą oraz zaborami pruskim i austriackim. W kolejnych rządach, powstałych już po wybuchu powstania, obok Wydziału Spraw Zagranicznych działały wydziały Wojny, Skarbu, Prasy i Spraw Wewnętrznych. Zdaniem prof. Franciszki Ramotowskiej, autorki bodaj najważniejszej pracy o działalności „Tajemnego Państwa Polskiego”, było to nie tylko państwo de facto, ale również de iure, notyfikujące w swej odezwie z 22 stycznia 1863 r. opinii międzynarodowej fakt swego istnienia jako wyłącznego przedstawiciela narodu polskiego. Wielce pomocną w tworzeniu struktur „Tajemnego Państwa Polskiego” okazała się polska administracja cywilna powstała po reformach Wielopolskiego. Znamiennym jest, że w szeregach konspiracyjnej administracji służyło wielokrotnie więcej Polaków niż w oddziałach wojskowych. Zaskoczone rozwojem wypadków władze rosyjskie i sam naczelnik rządu Wielopolski nie zdawali sobie sprawy ze skali przygotowań, zasięgu i głębokości konspiracji. Tajne dokumenty rosyjskiej policji politycznej pełne są opisywanych sukcesów po aresztowaniach konspiratorów z każdorazową konkluzją, że wreszcie położono kres „polskiemu buntowi”. Tymczasem- jak pisze Norman Davis- powstańcy mieli nie tylko gotowy plan polityczny, ale również sprawną organizację finansową o szerokim zasięgu oraz profesjonalną kadrę aparatu podziemnego państwa. Porównując działania poprzedzające wybuch powstania i sam moment zainicjowania walk w powstaniu styczniowym i listopadowym, Davis sprzysiężenie Wysockiego z 1830 r. nazywa „spontaniczną amatorszczyzną”. Konspiracja polska w powstaniu styczniowym była tak profesjonalna i skuteczna, że do dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić, kto się kryje pod niektórymi pseudonimami. Jak na przykład „Adolf” czy „Astolf” dyrektorzy Wydziału Skarbu i Wojny w Rządzie Narodowym Bronisława Brzezińskiego powstałym po aresztowaniu Traugutta w kwietniu 1864 r. Przykładów można by zresztą mnożyć więcej. Również odczytanie niektórych zaszyfrowanych dokumentów natrafia dzisiaj na spore problemy, gdy nie znamy klucza przewrotnie opartego przez szyfrantów powstańczych na określonych wydaniach mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza". W tym sensie rola poszczególnych osób stojących na czele powstania, ustępowała sile całej konspiracyjnej organizacji państwa. Zdecydowana większość uczestników konspiracji nie znała przecież składu powstańczych rządów. Nie umniejszając talentów organizacyjnych Stefana Bobrowskiego (23 lata), Romualda Traugutta (37 lat) czy Zygmunta Padlewskiego (27 lat) o długotrwałości oporu władz powstańczych zdecydował niezwykły wprost autorytet, jakim cieszył się w polskim społeczeństwie Rząd Narodowy. W maju 1863 r., gdy Tymczasowy Rząd Narodowy przekształcił się w Rząd Narodowy wprowadzono, opracowaną nieco wcześniej przez Stefana Bobrowskiego, słynną pieczęć rządową z wizerunkiem Orła, Pogoni i Archanioła Michała (symbolami Korony, Litwy i Rusi) wpisanymi w tarczę z jagiellońską koroną zwieńczoną krzyżem i napisem „Rząd Narodowy Wolność Równość Niepodległość”. Krótkotrwały dyktator powstania, płk Marian Langiewicz pisał o niej: „ Dla mnie Rząd centralny istniał tylko jako pieczęć, a pieczątka jest nieśmiertelna, jej rozmnażanie się jest nieograniczonym”. Wtórował mu inny z wybitnych dowódców powstania płk Józef Hauke-Bossak: „Pieczątka- używanie jej jako środka legalizującego albo poświadczającego podpis- cały świat jeszcze nic praktyczniejszego nie wymyślił”. Pieczęć Rządu Narodowego -jak pisze rosyjski historyk Jurij Sztakelberg- stawała się nie tylko symbolem jego siły i władzy, dającej prawo wydawania rozkazów i zobowiązującego do ich wypełnienia, ale również symbolem reprezentacji narodu wobec wszystkich obcych narodów i państw. Nawet najważniejszy dokument bez pieczęci stawał się bezwartościową kartą papieru. I odwrotnie dokumenty z pieczęcią powstańczą respektowano z całą powagą i niezwykłą wprost dla Polaków sumiennością, nie wyłączając udzielania rządowi pożyczek czy płacenia podatków. Dzięki powstańczym pieczęciom perfekcyjnie działała konspiracyjna poczta, w której szeregach służyły przeważnie kobiety. Kurierki i kurierzy penetrowali najodleglejsze zakątki carskiego imperium docierając nawet na daleką Syberię. Emisariusze powstańczy zabiegali o poparcie rządów zachodnich a Władysław Czartoryski, przedstawiciel Rządu Narodowego przy stolicach państw zachodnich, choć oficjalnie nie uznawany przez Londyn czy Paryż miał bliski kontakt z Napoleonem III, któremu składał regularne sprawozdania z sytuacji w Polsce, naturalnie opatrzone oficjalnymi pieczęciami rządu. To dzięki pismom urzędowym z okrągłą pieczęcią powstańczą szły w teren rozkazy, nominacje wojskowe, mianowania cywilnych naczelników powiatów i województw. Do centrali docierały z kolei raporty o ruchach wojsk rosyjskich i przegrupowaniach oddziałów powstańczych. Konspiracja była tak powszechna i głęboka, że władze powstańcze znały nawet kierunki działania rosyjskiej policji politycznej. Dzięki zakonspirowanym pracownikom Banku Królestwa Polskiego w Warszawie udało się władzom cywilnym przejąć cały zapas zgromadzonych w skarbcu środków finansowych w tym 3,6 mln złotych polskich, 500 tys. rubli i wiele listów zastawnych. Dzięki tym środkom zakupiono znaczne zapasy uzbrojenia, przede wszystkim, uchodzące za najlepsze wówczas na świecie sztucery belgijskie, znacznie przewyższające skutecznością i zasięgiem broń strzelecką armii rosyjskiej. Zakres działania władz cywilnych „Tajemnego Państwa Polskiego” był tak szeroki, że nie sposób wymienić wszystkich jego dziedzin. Dodajmy perfekcyjnie zorganizowane sądownictwo powstańcze, oddziały policji i tzw. „ sztyletników”- wykonawców wyroków śmierci na zdrajcach i okupantach. Funkcjonowały specjalne agendy zajmujące się świadczeniem pomocy dla poszkodowanych w walkach powstańców. Stworzono sprawnie działającą powstańczą służbę zdrowia. Potwierdzeniem skali organizacyjnej powstania, szczególnie działań jego cywilnych władz są znakomicie zachowane dokumenty z tzw. Archiwum gen. Anuczina urzędnika do specjalnych poruczeń w sztabie namiestnika gen. Teodora Berga przechowywane w Archiwum Głównym Federacji Rosyjskiej. Odręczne zapiski na temat władz terenowych i wojsk powstańczych pokazują Rosjan nie tylko jako zaangażowanych w zwalczanie powstania, ale również będących pod wielkim wrażeniem skali poczynań Polaków. Nic dziwnego, że po zakończeniu powstania Rosjanie postanowili zniszczyć nie tylko struktury konspiracyjne, ale również wprowadzić zbiorową odpowiedzialność Polaków za popieranie buntu. Niewyobrażalne represje spadły na ziemie polskie, litewskie i ruskie. I mimo, że aktywność narodowa na wiele dziesięcioleci zamarła, Polacy w swej świadomości historycznej przechowali pamięć nie tylko o tych, co „poszli w bój bez broni”, lecz również o „Tajnym Państwie”. Jego doświadczenia nasi rodacy wykorzystali jeszcze kilkakrotnie i to zarówno w XIX, jak i XX w. z konspiracją solidarnościową lat 1981-1982 włącznie. Jednego wszakże Rosjanom nie udało się dokonać, a mianowicie odnaleźć pieczęci Rządu Narodowego. Mimo zaangażowania ogromnych środków symbol „Tajemnego Państwa Polskiego” nie dostał się w ręce wroga. Ich los nie jest dokładnie znany. Wedle jednej relacji pieczęcie były w posiadaniu naczelnika m. Warszawy Aleksandra Waszkowskiego, do momentu jego aresztowaniu, a następnie szefa kolejnego rządu Bronisława Brzezińskiego, który przekazał je w maju 1865 r. Stanisławowi Krzemińskiemu ( ostatniemu prezesowi rządu narodowego). Tenże w obawie, aby nie dostały się w ręce ochrany przekazał je litografowi Ottonowi Fleckowi, który zakopał je nieopodal Teatru Wielkiego w Warszawie, skąd na wieść, że władze rosyjskie kopią nawet pod ziemią w poszukiwaniu powstańczych precjozów odkopał je i spalił w piecu litograficznym. Ale pewności czy te wydarzenia faktycznie miały miejsce niestety nie mamy. Być może podczas prac rozbiórkowych starych kamienic w Warszawie czy innym polskim mieście ktoś odnajdzie niezwykły symbol niezwykłego państwa. Zafascynowany powstaniem styczniowym Józef Piłsudski ową niezwykłość ocenił w następujący sposób: „ Wielkość naszego narodu w wielkiej epoce 63-ego roku istniała, a polegała ona na jedynym może w dziejach naszych Rządzie, który nieznany z imienia, był tak szanowany i tak słuchany, że zazdrość wzbudzić może we wszystkich krajach i u wszystkich narodów”.