czwartek, 3 maja 2012

Tajemnice Konstytucji 3 Maja

„Przy wszystkich swych brakach Konstytucja 3 Maja widnieje na tle rosyjsko-prusko-austriackiej barbarii jako jedyne dzieło wolnościowe, które kiedykolwiek Europa Wschodnia stworzyła. I wyszła ona wyłącznie z klasy uprzywilejowanej, ze szlachty. Historia świata nie zna żadnego innego przykładu podobnej szlachetności…” Słowa te wypowiedział nie, kto inny tylko sam Karol Marks. Powszechnie uważa się, że Ustawa Rządowa z 3 maja 1791 r., jest pierwszą w Europie a drugą na świecie ( po amerykańskiej) spisaną konstytucją. Na pytanie, kto jest jej autorem odpowiedzi są różne, z reguły mało wiarygodne lub wręcz bałamutne. Podobnie sprzeczne są opisy okoliczności uchwalenia konstytucji, zwłaszcza, że od czasu epokowej pracy Waleriana Kalinki (Lwów 1888,Kraków 1896, t. III niestety niedokończony) nie dostarczono nam wielu nowych ustaleń. Jaka w końcu była w tamtych dniach majowych rola króla Stanisława Augusta Poniatowskiego? Wątpliwości, których nie jesteśmy w stanie jednoznacznie rozstrzygnąć jest zresztą znacznie więcej, tym bardziej dziwi nie wielkie zainteresowanie badaniami nad tym fragmentem naszych dziejów. Od śmierci wielkich adwersarzy profesorów Jerzego Łojka, Emanuela Rostworowskiego i Andrzeja Zahorskiego nie widać nowych polemistów i badaczy tej rangi, a na rynku wydawniczym dominuje, poza wznowieniami ich starych prac, beletrystyka i publicystyka historyczna. Nie bez znaczenia jest również fakt, że okres Sejmu Wielkiego nie doczekały się nie tylko solidnej monografii, ale nade wszystko gruntownej edycji źródeł, zwłaszcza tych przechowywanych w Archiwum Akt Dawnych. Znajdujący się tam opasły zbiór rękopiśmiennych dokumentów stanowiących zapis przebiegu obrad sejmowych nie jest zresztą kompletny, a brakujących tomów praktycznie nikt nie poszukuje. Można, zatem powiedzieć, że niemoc źródłoznawcza i wydawnicza w sprawach Konstytucji jest prawie tak samo dojmująca, co w kwestii sprowadzenia zwłok do Warszawy czy Krakowa ostatniego króla Polski pochowanego w prowincjonalnym Wołczynie. Widać nasi rodacy, nawet po ponad dwustu latach od uchwalenia Konstytucji 3 Maja ciągle uznają Stanisława Augusta za niegodnego wiecznego spoczynku w jednym z narodowych sanktuariów. Zaprawdę dziwna to pamięć historyczna, co jedną ręką przyznaje zaszczyty a drugą strąca w niebyt publiczny. Rzeczypospolita lat 80-tych XVIII w. przeżywała dramatyczne chwile. Rozparcelowana wskutek pierwszego rozbioru w 1772 r. próbowała się ratować, gwałtownie poszukując sojusznika. Praktycznie mógł być nim tylko jeden z zaborców. Przy braku zainteresowania sprawami polskimi w Wiedniu wybrać można było pomiędzy Rosją a Prusami. Wybór Rosji utrzymywał polityczne status quo, z kolei postawienia na Prusy zmieniało w sposób zasadniczy dotychczasową orientację w polityce zagranicznej. Pozornie głos decydujący należał do króla, rzecznika orientacji prorosyjskiej, ale Rosja uwikłana od 1787 r. w konflikt z Turcją, a od następnego roku ze Szwecją była zmuszona rozluźnić gorset imperialnej dominacji wobec Warszawy, co znacznie utrudniło poczynania Stanisława Augusta. Natychmiast wykorzystali to członkowie stronnictwa patriotycznego doprowadzając do rezygnacji Austrii i Prus z gwarancji niezmienności systemu ustrojowego Rzeczypospolitej. W tych sprzyjających okolicznościach na początku października 1788 r. zawiązano Sejm Walny jako konfederację, gdzie obowiązywała zasada większości a niebędąca zmorą polskiego parlamentaryzmu XVIII w. zasada liberum veto. Ochroniono tym samym poczynania legislacyjne przed grupą tzw. malkontentów na czele z przyszłymi targowiczanami Stanisławem Szczęsnym Potockim i Franciszkiem Ksawerym Branickim. W styczniu 1789 r. Sejm Wielki zniósł Radę Nieustającą jako symbol obcej dominacji zaprowadzonej po I rozbiorze. Otwarto tym samym drogę do zasadniczej reformy ustrojowej Rzeczypospolitej. Musimy w tym miejscu zadać pytanie, dlaczego to przedstawiciele uprzywilejowanego stanu doprowadzają do tak radykalnych zmian, wbrew swoim żywotnym interesom politycznym i ekonomicznym. Najtrafniejszą odpowiedź dał w moim przekonaniu Marcin Kula w wydanej w 1991 r. pracy „ Narodowe i rewolucyjne”. Jego zdaniem, to poczucie zagrożenia przed utratą narodowego i państwowego bytu kazała jego najświatlejszym przywódcom doprowadzić do radykalnych przekształceń ustrojowych, w głębokim przekonaniu, że brak owych zmian narodu może nie uratować. Zmianom tym towarzyszył niespotykany dotąd ferment intelektualny i przebudzenie postaw patriotycznych i obywatelskich. Nie bez znaczenia były także echa wydarzeń w koloniach amerykańskich wybijających się na niepodległość, rewolucji francuskiej zapoczątkowanej zburzeniem Bastylii 14 lipca 1789 r. dziejącej się, zatem równolegle z obradami Sejmu Wielkiego, oraz wpływ filozofii i kultury oświecenia. Tylko kilka lat poprzedzających uchwalenie Konstytucji 3 Maja zaowocowało znakomitymi manifestami politycznymi Stanisława Staszica, Hugona Kołłątaja, Józefa Pawlikowskiego czy Franciszka Ksawerego Jezierskiego. W pracach tych kształtujących raczej klimat debaty niż wyznaczających konkretne rozwiązania ustrojowe zaczęto po raz pierwszy używać pojęć dobro wspólne, naród, w szerszym niż tylko szlacheckim sensie, rozszerzać prawa obywatelskie na pozostałe stany. Dla części szlachty posłującej do Sejmu samo zlikwidowanie Rady Nieustającej było równoznaczne z zakończeniem prac w sferze reformy ustrojowej. Jedynie członkowie stronnictwa patriotycznego zdawali sobie sprawę z konieczności gruntowniejszych zmian. W tym celu powołano Deputację do Formy Rządu na czele, której stanął marszałek litewski Ignacy Potocki. Postać tyleż ważna, co wyraźnie niedoceniana w dziele powstania Konstytucji 3 Maja. Latem 1790 r. po wielu miesiącach prac Potocki przedłożył Sejmowi słynny „Projekt do formy rządu”. Obszerny ten dokument, liczący sobie 658 artykułów, pełen republikańskich odniesień, wyraźnie ograniczał królewskie prerogatywy, wprowadzając zasadę dominacji sejmikowych instrukcji. Oznaczało to w praktyce uzależnienie ważniejszych decyzji państwowych od zdania przedstawicieli szlacheckiej prowincji, ale za to włączenie w krąg spraw państwowych stanu trzeciego- głównie mieszczan. Paradoksalnie projekt Potockiego zmusił króla Stanisława Augusta do działania w obronie własnych uprawnień, co zaowocowało włączeniem króla do prac nad projektem nowego ustroju Rzeczypospolitej. Do konfrontacji doszło na posiedzeniu Sejmu 13 września 1790 r. gdzie Stanisław August odwołując się do braci szlacheckiej nie pozwolił na przyjęcie zasad Potockiego, broniąc tym samym własnych uprawnień wykonawczych. Tym samym dwa rywalizujące ze sobą obozy patriotyczny i królewski zblokowały własne poczynania, ale wyraźny impas w debacie zmusił je do ściślejszej współpracy. Przełom nastąpił w trakcie dwóch wielogodzinnych rozmów Ignacego Potockiego ze Stanisławem Augustem na początku grudnia 1790 r. Obaj liderzy zgodzili się, co do kierunku w polityce zagranicznej wyznaczonego przez dążenie do sojuszu z Prusami, z drugiej strony Potocki odstąpił od swojego pierwotnego projektu republikańskiego na rzecz idei monarchii oświeconej. W spisanym po spotkaniach dokumencie zwanym „Pro memoria” król uzyskał długo oczekiwaną inicjatywę prawodawczą. Strony zobowiązały się przy tym do pełnej dyskrecji. Jednak dopiero w styczniu 1791 r. król podyktował swojemu sekretarzowi włoskiemu księdzu Scipionowi Piattolemu pierwszy zarys konstytucji, niezwłocznie przekazany Potockiemu. Piattoli był znakomitym kandydatem na pośrednika utrzymywał, bowiem bliskie kontakty nie tylko z królem, ale również Potockim. Od tego czasu trwał nieprzerwany ciąg uzgodnień i ustaleń, do których włączono marszałka Stanisława Małachowskiego i księdza podkanclerza Hugona Kołłątaja. Według ustaleń prof. Jerzego Łojka nie jest jasne, kto zredagował ostatecznie treść konstytucji, bowiem dyskusje nad poszczególnymi zapisami trwały do nocy z 2 na 3 maja 1791 r. Jego zdaniem ostateczny projekt konstytucji powstawał raczej w dyskusjach nad poszczególnymi fragmentami i spornymi kwestiami, niż w konfrontacji kilku kompletnych projektów. Prof. Emanuel Rostworowski pisze z kolei, że konstytucja nie była aktem jednorazowym, płodem jednej ręki i jednej głowy, ale dziełem „wielkiej czwórki” projektodawców: Stanisława Augusta, Ignacego Potockiego, Hugona Kołłątaja i Stanisława Małachowskiego. Inny z badaczy prof. Bolesław Leśnodorski uważa, że „największą zasługę należy przypisać królowi, a także Ignacemu Potockiemu i temu, który trzymał pióro i spisał tekst ostateczny, to jest Kołłątajowi”. Ciekawe spostrzeżenia poczyniła biograf króla Stanisława Augusta, Krystyna Zienkowska. Jej zdaniem obok głównych autorów powszechnie wymienianych przez wszystkich należy pamiętać o Aleksandrze Linowskim, pośle krakowskim, który przy królu pełnił ostateczną redakcję oraz wspomnianym księdzu Piattolim, którego redakcyjne dokonania nie mogą zostać zapomniane. Sam Piattoli po upadku Rzeczypospolitej publicznie twierdził, że właśnie on był wyłącznym autorem tekstu konstytucji, jego oświadczeniom nikt poważny nie daje jednak wiary. Jest zdumiewające, że w kraju, który czci swoją konstytucję świętem narodowym tak nie wiele jest wnikliwych monografii poświęconych pracom redakcyjnym poprzedzającym przyjęcie konstytucji. Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych Ameryki natrafimy na dziesiątki monografii poświęconych działaniom redakcyjnym zarówno przy Deklaracji Niepodległości z 1776 r. czy Konstytucji z 1787 r. Być może jest to spowodowane niezwykłą aktualnością deklaracji oraz ciągłością obowiązywania amerykańskiej ustawy zasadniczej mimo kilkunastu poprawek, które wszakże nie zmieniły treści pierwotnego dokumentu. W polskim przypadku mamy jedynie historyczne odniesienia, bowiem po 123 latach niewoli narodowej przyszły dwie konstytucje w międzywojniu, stalinowska konstytucja z 1952 r., znowelizowana PRL-owska z 1976 r. i ostatnia konstytucja III Rzeczypospolitej z 1997 r. W swoim zasadniczym brzmieniu Konstytucja 3 Maja miała niewątpliwie nowatorskie zapisy i była nie tylko w Polsce dokumentem na wskroś nowoczesnym, jednak społeczeństwo polskie końca XVIII w. i stosunki w nim panujące były dla znacznej części ówczesnej Europy i Ameryki na wskroś anachroniczne. Obowiązujące tam prawa i wolności obywatelskie były znacznie powszechniejsze, niż to wynikało z zapisów majowej konstytucji. Dla świata znacznie ważniejsze były jednak nie konkretne zapisy konstytucji, co sposób, w jaki do jej uchwalenia doprowadzono. Thomas Jefferson mówił wprost o polskiej rewolucji, która się dokonała bez rozlewu krwi w przeciwieństwie do brytyjskiej czy francuskiej. Faktycznie zdumiewający jest łagodny przebieg majowych obrad, nawet, jeżeli uwzględnimy podstęp rzeczników zmian z wyznaczeniem sesji konstytucyjnej w czasie ferii powielkanocnych, kiedy większość posłów miała wolne. Poza incydentem z niezrównoważonym posłem kaliskim Janem Suchorzewskim, który przywlókł do Izby swojego sześcioletniego syna i groził, że go zabije, aby dziecko nie dożyło czasów obowiązywania nowej konstytucji, nie odnotowano żadnych buntów czy przejawów czynnego sprzeciwu. Patrioci sami byli zaskoczeni taką postawą, spodziewali się bowiem poważniejszego oporu. Inaczej nie można wyjaśnić ściągnięcia dodatkowych wojsk spoza Warszawy i oddania ich pod komendę Józefa Poniatowskiego, skoncentrowanie na Placu Zamkowym regimentu Działyńskich czy zorganizowanie przez Kołłątaja manifestacji mieszczańskiej. Same obrady początkowo zaplanowano na 5 maja, ale w obawie, że posłowie pruski i rosyjski znają datę, przyspieszono ich rozpoczęcie o dwa dni. Inna sprawa, że dyplomaci mocarstw zaborczych i tak poznali nową datę, ale ich stolice zajęte wzajemną rywalizacją nie interweniowały. Dla świata nie bez znaczenia był również fakt, że nie odebrano pod byle pretekstem głosu opozycji, dlatego obrady rozpoczęte około 9 rano wlokły się przez długie godziny. W końcu około godziny szóstej popołudniu we wtorek 3 maja 1791 r. poseł inflancki Michał Zabiełło, który na znak ręką króla, że chce zabrać głos po raz czwarty tego dnia zerwał się z ławy poselskiej z okrzykiem, iż król przysięga na Ustawę Rządową. Nie była to prawda, ale w tym momencie zapanowało takie poruszenie, że i król nie oponował godząc się, że jego zgłoszenie oznaczało faktyczną zgodę. Emocje sięgnęły zenitu, zewsząd krzyczano „Vivat król”, „Vivat konstytucja”. Wrzawa przeniosła się z Zamku na plac i ulice Warszawy. Jedynie poseł Suchorzewski oponował kładąc się krzyżem na ziemi, ale wśród wielkiej ciżby jego glos protestu był zupełnie niesłyszalny. Marszałek Małachowski na wszelki wypadek zapytał ogół czy jest zgoda na przyjęcie projektu, na co posłowie i senatorowie kilkakrotnie odpowiedzieli twierdząco. Biskup Feliks Turski podsunął królowi Ewangelię, na którą Stanisław August złożył przysięgę. Niestety nie znamy treści przysięgi,wiemy tylko, że Sejm przyjął ją z wielką aprobatą podobnie jak ponowną przysięgę u stóp ołtarza w katedrze św. Jana. Atmosfera w Warszawie w tych godzinach była bez wątpienia rewolucyjna, trudno się dziwić opozycji, że biernie przyglądała się tym wydarzeniom. Jedynie interwencja wojsk rosyjskich mogłaby cokolwiek zmienić, ale ta w obliczu zaangażowania Rosji w inne konflikty nie była wówczas możliwa. Ustawa Rządowa z 3 maja 1791 r. była dokumentem zwięzłym porządkującym najważniejsze kwestie ustrojowe państwa. Nie miejscu tu, aby szczegółowo analizować jej poszczególne zapisy warto wszakże zaznaczyć, że uchwalenie nowej konstytucji potwierdziło po raz kolejny, że Polacy w obliczu zagrożenia narodowego bytu potrafią się porozumieć w kwestiach politycznych. W przekonaniu jej twórców kompromis ten był konieczny, choć prowizoryczny. Nic dziwnego, że wielu nie zadawalał. Umocnieniu, bowiem państwa wewnątrz i na zewnątrz miało towarzyszyć kontynuowanie reformy na najtrudniejszym w opinii szlachty odcinku reformy społecznej. Trafnie opisał ten proces Hugo Kołłątaj w swoim sejmowym wystąpienie 28 czerwca 1791 r., w którym nawoływał do uzupełnienia zawartych w konstytucji majowej praw politycznych „konstytucjami ekonomicznymi i moralnymi”. Pogląd ten dość powszechny i dzisiaj skonfrontować należy z odmiennym spojrzeniem na tekst konstytucji przez pryzmat konieczności - jak pisze prof. Stanisław Salmonowicz - budowy takiego ustroju politycznego, który by był zdolny do istnienia. Jak powszechnie wiadomo Konstytucja 3 Maja nie zdołała uratować Rzeczypospolitej, a po pięknej karcie majowej przyszła ponura targowicka. Meandry ówczesnej sytuacji oddaje postawa króla Stanisława Augusta, który w czasie majowych wydarzeń odnotował najwspanialszą kartę w swoim panowaniu by po kilku miesiącach przystąpić pod naciskiem Rosji do konfederacji targowickiej. Trzeba się zgodzić z prof. Łojkiem, że ostatni polski król zdawał sobie sprawę z konieczności reformy państwa, ale nie wierzył w jej skuteczność. Niestety nie on jeden. Nie wolno nam jednak zapominać, że konstytucja mimo niesprzyjających okoliczności została uchwalona przez samych Polaków a w sensie ustrojowym, mimo wszystkich niedoskonałości, stanowiła ogromny postęp w stosunku do całego okresu XVII i XVIII w. W opinii wielu rodaków stała się politycznym testamentem samodzielności i niepodległości państwowej i tak głównie była pielęgnowana w XIX- wiecznej tradycji narodu. Faktycznie jednak uchwalenie Konstytucji 3 Maja wyznaczyło Polakom trwały program na przyszłość, którego fundamentalnym przesłaniem było poszukiwanie jedności w sprawach najważniejszych dla narodu. Trafnie to oddał wybitny XVIII-wieczny angielski publicysta Edmunda Burke: ” …to wielkie dzieło ten ma zaszczyt najcelniejszy, że zawiera w sobie nasiona coraz dalszego ulepszenia (…) na tych samych zasadach, które nasza starą brytańską konstytucję czynią tak wyborną. Tu jest powód powinszowania i święcenia tej rocznicy przez wieki”. Warto o tym pamiętać, gdy ponownie usłyszymy „ Niech się święci Trzeci Maj”