środa, 15 lutego 2012

Zagadkowa linia Lorda Curzona

Próżno by szukać w najnowszej historii terminu tak znanego a jednocześnie tak bałamutnie interpretowanego jak linia Curzona. Kojarzona powszechnie z wschodnią granicą Polski narzuconą pod koniec II wojny światowej zgodną wolą Stalina, Roosevelta i Churchilla urosła do symbolu zniewolenia i dyktatu mocarstw a niekiedy nawet określana jest jako granica kolejnego rozbioru Rzeczypospolitej. Jednak próba ustalenia jej genezy, jak i wyjaśnienie samego terminu natrafia na nieoczekiwane trudności. Właściwie do dnia dzisiejszego nie ustalono w sposób nie budzący wątpliwości jak właściwie przebiegała ta propozycja graniczna, dlaczego nieustannie mówi się o dwóch jej wariantach i czy Curzon w ogóle miał z nią cokolwiek wspólnego. Czyżby więc linia Curzona była jednym z wielu XX-wiecznych mitów oblepionych taką masą absurdalnych opinii i interpretacji, że trudno nam ustalić najprostsze fakty. Światowa popularność terminu- linia Curzona rozpoczyna się po zakończeniu konferencji w Teheranie i przekroczeniu w styczniu 1944 r. przez armię radziecką wschodniej granicy II Rzeczypospolitej z lat 1921-1939 r. Od Waszyngtonu przez Londyn po Moskwę zaczęto rozpisywać się o przyszłej wschodniej granicy Polski wzdłuż linii Curzona. Pisano w większości pod dyktando politycznych mocodawców, czasami, jak polscy autorzy, z pobudek patriotycznych, bardzo rzadko z naukowej inspiracji. W tej masie często bezwartościowych, propagandowych publikacji przebijały się dwa główne nurty: o prawie narodu polskiego do stanowienia własnych granic oraz uzasadniający narzucenie Polakom granicy z paktu Ribbentrop- Mołotow z 1939 r., ubierając to przy tym w zgrabne teorie etnograficznego rozgraniczenia i poszanowania praw dla słowiańskich mniejszości. Nie trudno się domyślić, że Stalin zatrudnił cały sztab rządowych radzieckich historyków, którzy mieli uzasadnić tezę, że linia Curzona była propozycją mocarstw zachodnich powstałą w latach 1919-1920 r. a strona radziecka tylko ją zaakceptowała na konferencji teherańskiej i jałtańskiej jako rozwiązanie optymalne. Gdzie więc kończy się polityczna intryga Stalina wsparta dwuznaczną grą aliantów a zaczyna prawda historyczna. Jak oddzielić historyczne prowokacje od bezspornych faktów. Aby rozstrzygnąć te dylematy musimy się przenieść do Paryża roku 1919, gdzie toczyły się obrady konferencji pokojowej między Wielką Brytanią, Francją, Stanami Zjednoczonymi i Japonią z jednej strony a pokonanymi Niemcami i ich sojusznikami z drugiej. W trakcie obrad powołano specjalną Komisję do Spraw Polskich na czele której stanął Jules Cambon. Komisja w toku swoich eksperckich prac opublikowała szereg raportów spośród których dla naszych ustaleń kapitalne znaczenie ma Raport nr 2 z 22 kwietnia 1919 r. o wschodniej granicy Polski. Wyznaczał on tzw. minimalną tymczasową granicę na zachód od której polska mogła swobodnie tworzyć swoją administrację. Propozycja ta nie powinna nas dziwić, gdyż granica ta była de facto dawną wschodnią granicą Królestwa Polskiego z 1815 r. znaną doskonale zarówno dyplomacji brytyjskiej jak francuskiej. W momencie braku rozstrzygnięcia na froncie wojny domowej w Rosji mocarstwa Ententa opowiadały się po stronie „białej” Rosji generałów Kołczaka i Denikina ci zaś godzili się co najwyżej na przyznanie Polsce ziem byłego Królestwa Kongresowego z początków XIX w. Proponowany bieg granicy wschodniej Polski z raportu kwietniowego nie obejmował wszakże rozgraniczenia w Galicji Wschodniej, gdzie toczyła się wojna polsko-ukraińska. Propozycja ta w nieco zmodyfikowanej wersji ( Chełmszczyzna po polskiej stronie) została przyjęta przez mocarstwa sprzymierzone i opublikowana 8 grudnia 1919 r. jako tymczasowa wschodnia granica Polski. I ta wersja swój bieg kończyła w rejonie tzw. kordonu Sokalskiego czyli zbiegu dawnych granic zaborów rosyjskiego i austriackiego. Mocarstwa miały w dalszym ciągu szereg wątpliwości w kwestii przyznania Polsce Galicji Wschodniej ze Lwowem, nie były również zgodne co do zakresu koncesji na rzecz Polski. Wyrazem tych różnic był Raport nr 3 Komisji Cambona z 17 czerwca 1919 r., który wytyczał dwie linie rozgraniczenia wschodniej granicy Polski na obszarze wschodniogalicyjskim tzw. linie A i B, gdzie linia A, za którą optowali Brytyjczycy biegła praktycznie zgodnie z przebiegiem dzisiejszej granicy wschodniej od Kryłowa do Karpat, gdy zbieżna ze stanowiskiem francuskim linia B zostawiała po stronie polskiej Lwów i znaczną część naftowego zagłębia borysławskiego. Warto zapamiętać te dwie propozycje. Niestety w wielu publikacjach, także skąd inąd wybitnych historyków utożsamia się błędnie linię Curzona z linia z 8 grudnia 1919 r. Poza pewnymi zbieżnościami geograficznymi obie propozycje nie mają ze sobą nic wspólnego, a już z cała pewnością nic wspólnego z linią 8 grudnia nie ma lord George Nathaniel Curzon, ówczesny brytyjski minister spraw zagranicznych. Pod propozycją grudniową widnieje bowiem podpis Georgesa Clemenceau, francuskiego premiera, przewodniczącego alianckiej Rady Najwyższej a Curzona nie była nawet w Paryżu w dniu jej podpisywania Wszystkie te propozycje stałyby się tylko wdzięcznym owocem analiz historyków gdyby nie zmienne losy wojny polsko-radzieckiej 1920 r., w trakcie której po początkowych sukcesach polskich na Ukrainie i Białorusi nadszedł moment odwrotu wojsk polskich. W lipcu 1920 r. specjalnie powołana przez Sejm Ustawodawczy Rada Obrony Państwa (ROP) postanawia zwrócić się o pomoc do mocarstw zachodnich. ROP upoważnia ówczesnego premiera Władysława Grabskiego do podjęcia tej misji, a ten korzystając z faktu rozpoczęcia w belgijskim uzdrowisku Spa międzysojuszniczej konferencji wyjeżdża niezwłocznie do Belgii. Po kilkudniowych negocjacjach Grabski podpisuje 10 lipca 1920 r. z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Lloydem George´m układ, zgodnie z którym rząd polski zgadzał się podpisać natychmiastowe zawieszenie broni z bolszewikami na następujących warunkach: armia polska miała cofnąć się do linii z 8 grudnia 1919 r., jako tymczasowej granicy administracyjnej Polski. Armia radziecka miała zatrzymać się 50 km na wschód od tej linii. Wilno miało być przekazane Litwinom, a w Galicji Polskiej, gdzie linia z 8 grudnia nie miała przebiegu strony konfliktu miały stanąć na linii osiągniętej w dniu zawieszenia broni, tworząc szeroki na 20 km pas neutralny. W momencie podpisywania układu, choć pewnie lepiej byłoby powiedzieć dyktatu ze Spa, wojska polskie znajdowały się znacznie na wschód od tej linii a na odcinku wschodniogalicyjskim front przebiegał wzdłuż rzeki Zbrucz, kilkaset kilometrów na wschód od Lwowa. Trudno się dziwić, że układ ze Spa został przyjęty w Polsce prawie jak zdrada narodowa, a sam premier gorycz jego parafowania nosił do ostatnich swoich dni. W ślad za układem ze Spa 11 lipca 1920 r. została wysłana do rządu radzieckiego nota z propozycjami pokojowymi w wojnie z Polską. Zaprezentowano w niej warunki rozejmu i zaproponowano brytyjskie pośrednictwo. I tu dochodzimy do kluczowego momentu. Nota bowiem zawierała propozycje linii demarkacyjnej innej niż podpisana i wynegocjowana przez Grabskiego poprzedniego dnia. Dokument wbrew bezspornym faktom sugerował, że linia z 8 grudnia 1919 r. miała swoje przedłużenie na obszarze Galicji Wschodniej, stąd też proponowana stronie radzieckiej linia przebiegać miała od Kryłowa na zachód od Rawy Ruskiej, na wschód od Przemyśla do Karpat. Oznaczało to praktycznie wyłączenie spod zarządu polskiego całego obszaru Galicji Wschodniej ze Lwowem. Było to ewidentne nadużycie, w sposób istotny naruszające ustalenia porozumienia podpisanego przez premiera Grabskiego. Ponieważ nota została podpisana przez Curzona, zawartą w niej propozycję graniczną zaczęto nazywać jego nazwiskiem. Od razu niestety błędnie identyfikując ją z linią z 8 grudnia, na którą dość niefortunnie nota się powoływała. W świetle analizy dokumentów dyplomatycznych nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie skąd w nocie znalazły się takie błędy. Doświadczeni dyplomaci brytyjscy raczej nie pozwoliliby sobie na takie przekłamania. W źródłowej biografii Curzona autorstwa Harolda Nicolsona czytamy, że minister spraw zagranicznych poza złożeniem podpisu nie miał nic wspólnego z redakcją jej treści. Kto zatem miał i dlaczego zmiana została dokonana? Jako pierwszy szczegółową analizę obu dokumentów przeprowadził dopiero w 1944 r. dr Witold Sworakowski na łamach londyńskiego ”Journal of Central European Affairs”. Wnikliwa analiza problemu, świadcząca o erudycyjnej wiedzy autora nie dostarczyła niestety nader bogatych wniosków. Sworakowski uznał, że różnice w obu dokumentach były po prostu wynikiem błędu maszynowego popełnionego w trakcie pośpiesznego przygotowywania noty. Faktycznie nota została wysłana ze Spa a przygotowujący ją nie mieli zbyt wiele czasu ( układ z Grabskim podpisano 10 lipca popołudniu a notę wysłano następnego dnia rano). Zdaniem prof. Marii Nowak-Kiełbikowej, autorki źródłowej monografii stosunków polsko-brytyjskich inspiratorem zmian był osobiście premier Lloyd George, który starał się za wszelką cenę stworzyć warunki jak najkorzystniejszej propozycji dla Moskwy wbrew uzgodnieniom z Polakami. Jej wnioskowanie ma jednak charakter pośredni, gdyż żadne dokumenty dyplomatyczne tego nie potwierdzają. Dla autorki istotne jest, że prawie wszystkie propozycje brytyjskie wschodniej granicy Polski z lat 1919-1920 wykazują niezwykłą zgodność z opisaną w nocie dlatego nie powinna nas dziwić taka mistyfikacja. Wielka Brytania jej zdaniem konsekwentnie optowała za uznaniem zasad etnograficznych na wschodzie Europy, z jednej strony schlebiając postulatom „białej” Rosji, z drugiej poszukując trwałego rozwiązania w sporze polsko-ukraińskim o Galicję Wschodnią. Z kolei Tytus Komarnicki w swej pracy „Piłsudski a polityka wielkich mocarstw zachodnich” (Londyn 1952) pisze, że nie można wykluczyć złej woli ze strony kogoś z otoczenia premiera Lloyd George´a, kto prawdopodobnie nadużył zaufania Curzona. Podobnie formułuje hipotezy Norman Davis w swojej monografii wojny polsko-radzieckiej wydanej w Londynie w 1972 r. Jego zdaniem na fałszerstwo zgodził się Lloyd George a za przygotowanie merytoryczne propozycji linii granicznej miał odpowiadać Lewis Namier, brytyjski historyk, członek delegacji w Spa, znawca, także z racji galicyjskiego pochodzenia, stosunków etnicznych na tym obszarze. Wielu autorów ( zwłaszcza Tadeusz Piszczkowski) właśnie w Namierze, Angliku, żydowskiego pochodzenia widziała głównego winowajcę brytyjskiego oszustwa. Stąd już niestety krok do popadnięcia w teorie spiskowe. Być może wnikliwa kwerenda brytyjskich dokumentów dyplomatycznych, oraz osobistych papierów Lloyda Georga, Curzona czy Namiera pozwolą na rozwikłanie tej niezwykłej tajemnicy. Zupełnie zdumiewające jest, że strona polska nie złożyła żadnego oficjalnego protestu po upublicznieniu treści noty (debata w Izbie Gmin 14 lipca , „The Times” z 15 lipca 1920 r.). Mało tego dzień po publikacji noty Curzona premier Grabski zorganizował konferencję prasową, na której przekonywał, że nie było żadnych rozbieżności między układem przez niego podpisanym a notą angielskiego ministra. Dementowanie pogłosek o różnicach miało miejsce wielokrotnie wobec przedstawicieli prasy, którzy jako pierwsi zauważyli poważne różnice w obu dokumentach ( np. „Czas”, „Kurier Poranny”, „Kurier Polski”).Temat przestał być aktualny z chwilą gdy strona bolszewicka odrzuciła 17 lipca 1920 r. brytyjskie pośrednictwo, a ofensywa sierpniowa odrzuciła armie radzieckie spod Warszawy. Nota brytyjska z linią Curzona trafiła do archiwów. I pewnie by nigdy nie zrobiła tak spektakularnej kariery gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 r. dzielący Polskę jak niegdyś zaborcy z końca XVIII w. Od tego momentu Stalin poszukiwał historycznego i politycznego usprawiedliwienia swoich działań, zwłaszcza gdy po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej 22 czerwca 1941 r. nie mógł oficjalnie powoływać się na treść paktu. Brytyjskie pośrednictwo wraz z oszukańczą linią spadało Stalinowi jak manna z nieba. Oto za sprawą angielskich dyplomatów uzyskiwał dodatkowe argumenty za cofnięciem granic wschodnich Polski do linii Bugu ,czyli powrotu do 1815 r i tym razem bez Galicji Wschodniej. Sam błąd zawarty w nocie ułatwił stronie radzieckiej negocjacje w Teheranie i Jałcie i przesądził o odłączeniu od Polski Lwowa. Kolejny raz pośrednictwo zachodnich dyplomacji Moskwa wykorzystała jako argument przeciwko polskim planom terytorialnym. I mimo, że brytyjscy i amerykańscy dyplomaci podjęli pewne starania na rzecz przyznania Polsce Lwowa, Stalin konsekwentnie powoływał się na linię Curzona z 11 lipca 1920 r., co przesądziło o wytyczeniu nowej granicy Polski wzdłuż propozycji brytyjskiego ministra spraw zagranicznych. Wszelkie wątpliwości, kłopoty terminologiczne ( linia A i B w Galicji Wschodniej), brak czytelności w prezentowaniu stanowisk przez mocarstwa zachodnie działał na korzyść Moskwy. Nic dziwnego, że przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii musieli się w końcu zgodzić nawet z cynicznym argumentem Stalina, że propozycja brytyjska była przecież korzystniejsza dla Polaków niż granica niemiecko-radziecka z 1939 r.

sobota, 11 lutego 2012

Generał Mróz

Jest bezspornym faktem, że jednym z najlepszych sojuszników Stalina w wojnie z Niemcami był mróz.Co prawda gen.Guderian wybitny strateg wojsk pancernych równie mocno narzekał na jesienne błoto to jednak zima powstrzymała impet nacierających wojsk niemieckich.Czy jednak rzeczywiście decydującą rolę w 1941 r.odegrała na froncie wschodnim aura? Odpowiedzi na to należy szukać w założeniach planowania operacji Barbarossa, której podstawową słabością było rozbicie sił na trzech kierunkach operacyjnych.Tymczasem sztabowcy niemieccy zwracali uwagę Hitlerowi na mankamenty takiego planowania.Szczególnie znamienny był projekt autorstwa nomen omen gen.Ericha Marcksa, który zakładał koncentrację uderzenia na kierunku moskiewskim z pobocznym uderzeniem na Ukrainę.Po zajęciu Moskwy wojska niemieckie miały uderzyć na południe aby połączyć się z Grupą Armii Południe.Ostatecznie Hitler podzielił siły atakujące na trzy grupy co przesądziło o słabości odcinka centralnego.Niezajęcie Moskwy gdzie usytuowane były centra wszystkich bez mała nici sowieckiego scentralizowanego państwa przesądziło o ostatecznej klęsce armii Hitlera na wschodzie.